Księgi zbójeckie

Seminarium poświęcone tematyce literatury dziecięcej, młodzieżowej i fantastyce.

 

Chciałam fantastyki, a dostałam Musierowicz, książki o dwóch pingwinach tej samej płci i inne takie.

 

Po „Magiczną bibliotekę” udałam się do biblioteki z literaturą dziecięcą i długo przyglądałam się kolorowym kwiatkom z papieru, kiedy pani bibliotekarka szukała jej wśród kolorowych półek. Nadal nie wiem, dlaczego znajdowała się w tym dziale, między „Panem Samochodzikiem”, a pewnie tą książką o pingwinach. Znaczy – jestem prawie przekonana, że jest książką dla dorosłych.

 

Seminarium mnie w większości nudzi, ale spodobała mi się jedna myśl, na którą nigdy nie miałam okazji spojrzeć z bliska i przyznać jej racji. To banalne, ale nieco niepokojąco prawdziwe: nigdy już nie będziemy mieli okazji przeczytać czegoś i odebrać tego za pomocą całej gamy dziecięcych wyobrażeń i odczuć. A było to prześwietne!

 

I chyba dlatego jednak warto się pochylić nad tą dziecięcą i zastanowić się, co im dajemy. Żeby nie wybierali przypadkowo. Chyba.

 

W „Magicznej bibliotece” świetnie piszą o książkach dzieciństwa jako o książkach zbójeckich. Autor przekonuje, że aby wrócić do czytania (albo nie przestać?), pierwsze doświadczenia czytelnicze nie mogą być „letnie”, przeciwnie – powinny wzbudzać śmiech, niepokój, rozmarzenie, melancholię… Książki dla dzieci i młodzieży nie powinny być płaskie, ugładzone przez dorosłych, którzy tęskniąc za dzieciństwem przedstawiają swoje wizje jałowej, wiecznie szczęśliwej utopii.

 

I siedzimy na tym seminarium i oni wdają się w jakąś bezsensowną i przemądrzałą dyskusję dotyczącą natury dziecka – czy jest tym wrednym stworzonkiem, czy nie, a ja myślę, że chodzi mi chyba tylko o to, byśmy doceniali możliwość spoglądania na coś oczami dziecka, boo to bardzo niecodzienne doświadczenie. Myślisz sobie, że jesteś pegazem albo sarną i od razu lepiej ci się biega, zasłaniasz dokładnie okna, bo nie chcesz zobaczyć wampira, zaglądasz pod łóżko…

 

***

 

Jakby się zastanowić nad tą literaturą dziecięcą, to znalazłoby się trochę kwestii do dyskusji ze znajomymi, następnym razem spróbuję. Zapytam ich, czy daliby swoim ewentualnym dzieciom to: