Teraz zacznę czytać

Maszeruję na egzamin z wiedzy o kulturze i myślę sobie, że, z całego spisu, nie chciałabym pytania o błazna. Bo czytałam notatki i tak bardzo nie wiedziałam o co chodzi, że nawet mi nie było głupio, że nie wiem o co chodzi.

 

Wchodzę, losuję, patrzę: amerykanizacja, sanktuarium w Licheniu - targowisko próżności i

 

czego uczy nas błazen.  

 

Siadam sobie, patrzę na panią i zaczynam jej mówić o tym, że błazen jest sakralną istotą związaną z prapoczątkami ludzkiego kosmosu (to jeszcze rozumiem, ale wciąż wydaje mi się dziwne), że jednocześnie fascynuje i budzi lęk, że pochodzenie błazeńskich cech sięga opowieści o pierwszych mitologicznych łotrzykach (łotrzyk mitologiczny...?), którzy byli obecni przy dziele stworzenia. Iii że w sumie to taki trickster i że... trickster jako święty błazen. Czy coś.

 

Nie mam ZUPEŁNIE pojęcia, o czym mówię, ale że pani nie parska śmiechem, skąd szybko wnioskuję, że to chyba nie głupoty, więc dodaję jeszcze, że błazen jest często utożsamiany z lelkiem (ptakiem) i sama mało przy tym nie parskam, ale nie tracę twarzy i dostaję ostatecznie pionę i uścisk dłoni.

 

Przedostatnie sesje, aż mi smutno.

 

Lelek patrzy z dezaprobatą.