Nasz wewnętrzny rusek

Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną - Dorota Masłowska

Czasami zdarza mi się robić rzeczy zupełnie nie-po-kolei.

 

Jak np. czytać "Mistrza i Małgorzatę" dopiero po obejrzeniu spektaklu. Teraz dołączam do tego przeczytanie "Wojny polsko-ruskiej pod flagą biało-czerwoną" dopiero po omówieniu tego na zajęciach i przyjrzeniu się dwóm różnym obozom studentów: mówiącym, że to poemat i mówiącym, że to gniot.

 

Do zajęć się nie przygotowałam, bo (w całej swojej ignorancji) "Wojna polsko-ruska" skojarzyła mi się z Kargulem i Pawlakiem, choć o tym pierwszym nie wiedziałam nic, a o tym drugim tylko to, że: "podejdź no do płota".

 

Sądzę, że powinno się masowo!  i rzetelnie! uświadamiać ludzi, że "Wojna polsko-ruska" nie jest o wojnie, nie jest o wojnie na wsi i nie ma w niej ani jednego ruska.

 

Jest tylko nasz "wewnętrzny" rusek, jak się okazuje.

 

Narratorem jest Silny. Niektórzy mówią, że Silny jest dresem, ale dresy nie wplatają chyba w swoje monologi słów Kochanowskiego, Mickiewicza, Szekspira i Gombrowicza. Wydaje mi się, że Silny należy jednak do kategorii polskich "normalsów", co by się posłużyć socjologicznym terminem. Chłopak opowiada o.. o życiu, o dziewczynach...

 

Książka jest niecodzienna, napisana językiem stylizowanym na mówiony, wulgarna - ale w granicach taktu. Trochę za długa, ale powalająca za każdym razem, kiedy uświadomić sobie, że Dorota Masłowska napisała ją jako przygotowująca się do matury dziewiętnastolatka (stąd pewnie ten kanon kochanowskich...) . Robi wrażenie.

 

Także, wybierając: włączam się do obozu, że to poemat.

Chociaż trochę zbyt halucynacyjny momentami.

 

***

Dlatego proponuję kawę, herbatę.

Ona nie. Nic nie chce. W ogóle jest na diecie. Nie je nic, gdyż słyszała, ze tak jest najlepiej. Jedne ziarnko ryżu popić sześcioma szklankami wrzącej wody. Z rana. To samo wieczorem. Następnego dnia dwa ziarnka. Potem z kolei trzy, cztery, pięć, sześć, siedem, osiem, po prostu każdego ranka i wieczora jedno więcej. To można sobie łatwo obliczyć. Natomiast liczba szklanek zawsze ta sama. Tak się robi. By uniknąć mordowania zwierząt, które surowo płacą za nasz jebany konsumpcjonizm, niszczenia roślin, zużycia papieru, zużycia pieniędzy. To jest jej głos sprzeciwu przeciwko światu.