Sezon burz, czyli właściwie sesja

Pozwalając sobie czasami na chwilę odprężenia, lubię obejrzeć kilka wywiadów z cociekawszymi gwiazdami filmowymi, które pojawiają się na stronce DzieńDobryTVN. Brak telewizora sprawia, że można zatęsknić nawet za audycjami śniadaniowymi, a pomijając dyskusję nad zaletami i wadami Wendzikowskiej, muszę stwierdzić, że zdarza mi się tam odnaleźć naprawdę ciekawe wypowiedzi.  I tak dla przykładu – oglądam sobie wczoraj jakiś aktualny wywiad z Danem Brownem przy okazji wydawania jego najnowszej książki i dowiaduję się, że z wykształcenia jest fizykiem i to fizykiem, który mówi:

 

Im bardziej wchodziłem w naukę, tym bardziej się orientowałem, że zaawansowana nauka brzmi jak religia.

 

Skojarzył mi się od razu Werner Herzog i jego „Spotkania na krańcach świata”, gdzie wypowiedź fizyka badającego cząstkę neutrino na Antarktydzie również zahaczała o naprawdę głęboką transcendencję i wywołała mój rozmarzony uśmiech. „Spotkania na krańcach świata” są w ogóle niesamowite.

 

Sesja się zbliża, ale nie przeszkodziło mi to chwilowo zabrać się za „Sezon burz” i właściwie jestem uradowana, bo jak czytam, to czuję jakbym grała i widzę tego trójwymiarowego Geralta i Jaskra, którzy rozmawiają cytatami z książki. Kiedy ktoś pyta, o co w ogóle chodzi, czy wraca wiedźmin, czy jak, to odpowiadam, że to odgrzewany kotlet, choć niespecjalnie mi to przeszkadza. Długo mogłabym czytać tekst, w którym znajdę słowa: rzyć i chędożyć, zamiast innych, bardziej obleśnych odpowiedników.

 

Szukałam gdzieś w sieci jakiegoś opracowania dotyczącego „Italczyka” Radcliffe i znalazłam taki śmiechaty blog, gdzie dziewczyna pisała o tej książce w związku z WYZWANIEM blogowym, jakiego się podjęła – chodziło o przeczytanie iluś tam książek stworzonych poniżej XIX wieku. Ha. Ha.