Nieco filmowo

Chyba czas na kilka słów o filmie. Muszę, bo siedzi mi on w głowie, a niespecjalnie to przyjemne. „Spódnice w górę!”. Z pewną dozą zaciekawienia, idę sobie do kina na coś, co nie jest amerykańskie, co stworzone zostało przez kobiety i rzekomo dla kobiet i ich mężczyzn. Ma być śmiesznie, bo to komedia. Okazuje się, że śmiesznie jest rzadko, częściej jest niesmacznie lub po prostu dziwnie – jestem kobietą, oglądam to i wydaje mi się to dziwne, czyli chyba naprawdę musi być dziwne. Wychodzę z kina i myślę sobie tylko o takim artykule znowu-nie-pamiętam-czyjego-autorstwa o Ofelii i pojmowaniu istoty kobiecości. Artykuł pisany w nurcie teorii krytyki feministycznej stara się ukazać, jak blisko związane jest pojmowanie kobiecości z szaleństwem i pewnym elementem płynności iii przy tym niemożności określenia granic. Ilustruje to Ofelia i miliony kobiet później, które były normalne, kiedy były pełne cnoty i wstydliwości, a stawały się szalone, kiedy tego zaprzestawały i kiedy niezmiennie łączyło się to z historią o nadpobudliwości seksualnej (wszystkie te historie związane z och, „melancholią kobiecą”, jakąś erotomanią, niby wynalezieniem wibratora, pierdoły…). No, ale! Czyli ukazuje się tę kobietę, jako taką niestabilną emocjonalnie, płynną i nieokreśloną, a później nagle krytyka feministyczna stwierdza, że tak jest dobrze i że to staje się oznaką wyzwolenia spod patriarchalnych wpływów. Myślałam o tym wszystkim, kiedy wyszłam z kina, bo naprawdę brakowało mi jakiegoś podłoża, by zinterpretować to, co widziałam. Film opowiada o historiach kobiet, które są nieznośnie rozwalone i pełne żądzy do niewiadomo czego. A na końcu tańczą razem wszystkie iii chyba ma to pokazać, że są fajne, bo są grupą i są kobietami i używają tamponów (straszliwa pierwsza scena…)? Naprawdę nie wiem, niby coś mi świta i naprawdę staram się zrozumieć, bo to przecież film kobiecy i dla kobiet…

 

A artykuł był autorstwa Elaine Showalter.

 

Szkolne praktyki dobiegły końca, ostatni dzień i totalny wstyd przy deklinowaniu rzeczownika „przyjaciele”. Po-raż-ka.