Przekleństwo bycia miłym

Maj. W mieście zaczęło się robić parno, a póki nie skosili trawy - pierwszy raz w tym roku - wyglądało gdzieniegdzie trochę jak dżungla. Później przez trzy dni, od rana do nocy, warkocili niesamowicie kosiarkami  i wszystkie alejki i skwery stały się na powrót przystrzyżonymi miejskimi przestrzeniami.

 

Przekleństwo bycia miłym - jeden z niewielu "poradników psychologicznych", który czytałam i który nie jest napisany w nieznośnie infantylny sposób. Dotyka rzeczowych problemów, nie umniejsza, nie uwiększa, podaje obrazowe przykłady, prosto mówi, jak skorzystać z niektórych pomysłów.

 

Tytuł niektórych dziwi.

 

Dziwi ludzi, którzy nigdy nie mieli problemu ze zwróceniem dania w restauracji albo zareklamowaniem butów.

 

Nie dziwi natomiast tych, którzy opisywani są zwykle jako "sympatyczne" osoby, z szerokim uśmiechem na ustach. A tak naprawdę i w sercu: kombinujących, jak koń pod górkę, aby tylko nie powiedzieć innym czegoś, co sprawi, że się zezłoszczą lub zasmucą i/lub goniących non stop, by nie zawieść innych. To trochę zabawne, ale to może stać się rzeczywistym problemem.

 

***

 

Nie czytam nic fikcyjnego dla przyjemności. Piszę pracę, jedną, drugą, nurzam się w baśniach, żeby skończyć wątek baśnioterapii. Ciężko jakoś.