Pyrkon, czyli czego nie zrobisz z ziemniaków w Poznaniu

Było dużo ponad 20 tysięcy uczestników. Bywałam tam, kiedy było ich zaledwie 5 tysięcy, a i tak nie można już było wejść do sali, w której odbywała się prelekcja dotycząca umiejętności niezbędnych do przeżycia po zaistnieniu apokalipsy zombi. Sal nadal nie zmienili.

 

Kilka uwag:

 

Jest taka gra: League of Legends.

 

(i tutaj parskam śmiechem, kiedy sobie uświadomię, jak bardzo amatorsko to zabrzmiało, na tle istnienia całej odrębnej rasy ludzi, która LOLowi poświęca życie)

 

I jest takie wydarzenie jak Pyrkon.

 

Hm, jakby tu zgrabnie oddać klimat zastanej sytuacji…

 

Wygląda to tak: szukam po całym terenie pomieszczenia odpowiadającego napisowi: „blok gier elektronicznych” i trafiam do wydzielonego miejsca w hali, w którym mnóstwo krzeseł ustawione jest przed dużym ekranem. Myślę, że nie skończyła się poprzednia „prelekcja”, siadam i zaczynam sobie uświadamiać, że te kilkadziesiąt ludzi, którzy tutaj siedzą od godziny (i będą siedzieli jeszcze dłużej), wpatruje się w ekran i ogląda rozgrywkę w League of Legends, komentowaną przez… spikera. Siedzę jeszcze chwilę próbując rozważyć kilka bardzo istotnych kwestii kulturowych, zredukować dysonans poznawczy i przekonać na powrót swój umysł, że wszystko w porządku, a oni spoglądają na mnie nieco dziwnie, bo raz, że jestem kobietą, a dwa, że trochę nie wyglądam na ich rasę.

 

Można? Można!

 

(gra jest całkiem ładna i kolorowa, ale nadal tego nie rozumiem)

 

Kostki, nie kostki… Chyba najwięcej frajdy podczas całego konwentu miałam przy oglądaniu wystawy lego. Wanna zrobiła na mnie piorunujące wrażenie, a to zdjęcie stało się dla mnie idealnym podsumowaniem debat dotyczących poprawności bądź niepoprawności reklamy kostek (są fajne!).

 

A pokaz robota z lego, który na oczach widzów ułożył Kostkę Rubika, był niepokojący. Nawet bardzo.

 

 

Do tej pory nie mogę uwierzyć, że można było popsuć prelekcję dotyczącą absurdów i mądrości Świata Dysku, że w ogóle można przyjść prowadzić prelekcję dla ludzi, którzy płacą za to kilkadziesiąt złotych, i nie mieć konspektu, ani nawet pomysłu. Pewne symptomy myślenia, że jak robię coś za darmo, to robię na pół gwizdka. Ani nawet nie na pół.  

Jeszcze odpowiedź na tytułową zagwozdkę – wszystko możesz zrobić! Przekonywano mnie, że nawet aparat fotograficzny. Lubię ziemniaki. A nawet Pan Tulipan, w obliczu śmierci, mówi:

„Wiem tylko, że jak się ma swojego ziemniaka, to wszystko będzie dobrze.”